czwartek, 7 lutego 2013

Sesyjo, sesyjo, sesyjo... zmoro ty ma!

...Dlaczego jesteś TAKA?! Że ciągniesz się dniami, zarywasz nocami, uwagę wciąż odciągasz mą!

Tak jest proszę Państwa, znów się melduję na posterunku! Bo sesje mam jak widać i robię wszystko, żeby się UCZYĆ. Amcz ma już 22 miesiące, właśnie została starszą kuzynką, a ja awansowałam na ciotkę! I to kolejny powód dlaczego nie mogę się skupić, bo to mój debiut w takiej roli! <duma rozpierdacza mnie>. W ogóle to wszystko mi się spycha na czas tych nieszczęsnych examów i nieustannych wycieczek do Krk. Czy ktoś oprócz mnie JESZCZE pielgrzymuje z toną ściąg i chaosem w mózgu?
Ogarnijcie sprawę, że ostatnio w akcie desperacji kupiłam Tigera (bo niby będę się uczyć all night long) i... po konsumpcji nie minęło pół godziny a ja skacze z baranami przez płot, bo już nawet nie musiałam ich liczyć. Lepszy Tiger niż tablety na spanie, polecam!!!
Co tam więcej u nas? Amczyx rośnie, biega, skacze, piszczy i uprawia wspinaczki wysokokanapowe, oraz znów odżyła w niej miłość do huśtawki. Mówić, jeszcze nie mówi, ale potrafi mnie zepchnąć z krzesła z okrzykiem w stylu IĆ! no to idę... a potem płacze, bo sama sobie bajek nie przełączy ;p Po za tym przymierzamy się do przedszkola na przyszły rok, bo MAMA chce iść do normalnej ETATOWEJ pracy, bo na zlecenie to tak jest.. 2 miesiące porobiła, 2 miesiące siedzi w swojej chawirze i czeka na telefon, a że zimowe miesiące są słabe, to... lepiej ogarniać co innego. To jest Polska właśnie ;-)
W ogóle, to trafiłam na ofertę pracy na MAJORCE, dla terapeutki SPA za 1300 ojro, 5 miesięcy, wyżywienie, przelot, zakwaterowanie ZAPEWNIONE... Dzizas, wakacje, kasa i wsio RAZEM! I wszystko by było pięknie gdyby nie fakt, że Amcz jest za mały, wylot 1 maja, a SESYJA w lipcu.. i z grubych ryb zostało mi krakowskie akwarium! Żebym tylko nie popłynęła... ani teraz, ani w lato!

No, a tak w ogóle to kolejny raz HELLOŁ! Wiem, że macie tego dość, ale musze zmobilizować zad i mózg, żeby przysiąść i coś (treściwego) naskrobać. Jak tu jeszcze zaglądacie to cieszy mnie to niezmiernie! Przychodźcie, czytajcie.. tylko nie WPADAJCIE ;-)

Buziaki, Av

piątek, 2 listopada 2012

No i listopad!

Hey Misiaki ;*

Klaps na 4 litery należy mi się bezwzględnie.
Za to porcja nowości na dzień dobry! Zmiany... zmiany zaszły ogromne! Primo: MAM PRACĘ! <yeeeeyyy!!!> Secundo: Amyś zaliczył ogromny skok rozwojowy! Tertio: Ścięłam moje długie włosy... kawał mojego starego życia! No i tak sobie myślę, że nawet fajnie się zrobiło, że grafik pęka mi w szwach, a ja nie mam czasu zastanawiać się nad bzdurami... ważne, żebym jeszcze znalazła miejsce na to moje >miejsce w sieci<.
Nie chcę tu wracać wtedy, gdy coś się dzieje... chcę tu być, tworzyć i wiedzieć, że mój sygnał ma gdzieś swój odbiór... nie ważne czy w kilku osobach czy w kilku TYSIĄCACH osób. Dlatego też, dziękuję za te komentarze i pw które na bieżąco otrzymywałam! Jeśli tylko macie ochotę wpadajcie, czytajcie, pokrzepiajcie się a nawet bulwersujcie... jeśli moja bazgranina wywołuje jakiekolwiek emocje, znaczy to, że działa! ;] o to chodzi Robaczki :)

Tyle tytułem wstępu.

Prężne rozwinięcie niebawem... a może nawet i coś ekstra! ;)

Stay tuned! Buziaki :*

niedziela, 3 czerwca 2012

Tadam! Zadanie dla Was! ^^

Hey! :)
Na początku kilka słów po za tematem... ana.ana, dzięki śliczne za linka! Cieszę się, że nareszcie ktoś próbuje otwierać oczy naszym "Matkom Polkom- bez dzieci (zaznaczę!)", bo rola mamy jest naprawdę trudna i... wyczerpująca. I myślę, że nie ma w tym nic złego, że młode mamy chcą wywalać gdzieś swoje frustracje, bo póki nadal będą utwierdzane w przekonaniu, że mają cieszyć miski, bo MAJĄ DZIECKO to... będzie źle. Moim zdaniem na wszystko trzeba czasu, pracy i... zrozumienia otoczenia, by ze zwykłej kolejki codziennego dnia nie zrobił się rollercoaster. Jeśli chcecie przeczytać ów artykuł to zapraszam TU.

Ok, to teraz przechodzę do rzeczy :D
Otóż... tak, chodzi o ślub, ale NIE MÓJ ;) Nie teraz, nie za miesiąc, ani w najbliższym czasie... bo mi dobrze jest jak jest, a stan narzeczeństwa może sobie trwać i trwać :) 
Na tym ślubie, będę DRUHNĄ, dlatego muszę wyglądać cud, miód i malinka, bo też będę pod obstrzałem fleszy, choć na pewno nie tyle co nasza kochana Para Młoda :) Tak więc, potrzebuję pomocy!
Pani Młoda wybrała nam kiecki, o pięknym koralowym kolorze, ale... trzeba dobrać dodatki! Zatem zamieszczam fotkę i liczę na jakieś propozycje, najchętniej ze strony romwe.com, tak do 30$ :) Aaa i jeszcze buty, torebka i coś na ramiona! Help! :)


Buź :*

piątek, 1 czerwca 2012

Osz lalala :D

Hello hello :D

Znów się zjawiam ze spuszczoną głową, bo zaniedbałam bloga, a tak obiecywałam regularność... oj be! Ale znów tyyyyle się dzieje... Egzaminy w toku, Amelie podejrzewam o ADHD, bo dosłownie potrafi chwili usiedzieć w jednym miejscu, a na dodatek zaczął się etap wspinaczek, więc i siniaków przybyło. Także na nudę nie narzekam... :) Wczoraj był Dzień Dziecka i przy tej okazji miała być uroczysta inauguracja nowej, super, ekstra piaskowinicy made by Dziadosław ALE... deszcz zniweczył nasze plany! Bo jak tu zrobić porządnie "otworzyć" piaskownice, kiedy piasek mokry i wciąż praska żabami.. Cóż, trzeba było to przełożyć, ale Amci i tak został wręczony prezent w postaci niezbędnych sprzętów do tworzenia cudów współczesnej piaskowej architektury :D
W ogóle to tyle chciałabym tu jeszcze napisać, między innymi z moich ostatnich krakowskich podboi, wycieczki do muzeum anatomii (co zresztą byłoby dla ludzi o mocnych nerwach, tudzież jakkolwiek związanych z medycyną), zbliżającym się wieczorem panieńskim i weselem! Ale to może w międzyczasie... ;)
Dziś wrzucam aktualną fotkę Jamala, bo dawno nie było:


W następnym poście będę miała jedno zapytanko... ale muszę zrobić zdj dopiero :D

buziaki :*

poniedziałek, 14 maja 2012

(nie) wielka dzieli nas granica... wolności osobistej!

Stwierdziłam, że muszę to napisać, bo potrzebuję emocjonalnego upustu.
Mam z Kraka do domu jakieś 80 km, busem jadę ok. 1,5 godziny. Ostatnich kilka powrotów, jestem centralnie na szybie, co mnie irytuje jak diabli, bo muszę tak wytrzymywać większą część drogi! Why?
Swego czasu była taka dosyć głośna sprawa na temat otyłych ludzi i biletów na samolot. Ku przypomnieniu - ludzie mega otyli winni wykupywać 2 miejsca, co wiąże się z podwójnym zapłaceniem za bilet... wtedy myślałam - co za znieczulica! A dziś? Dziś coś w tym jest, tylko że nie chodzi o kasę, a o... samo zajmowanie miejsca!
Pech, że zawsze gdy dotacham się z moją walizką, miejsca pojedyncze są pozajmowane, więc siadam na podwójnym czym niestety się narażam na siedzenie na szybie, bo od jakichś 5 powrotów byłam na to skazana. Zawsze na wyjeździe z Kraka siada mego otyły gościu, który nie dość, że zajmuje dużo miejsca, to jeszcze rozkłada łokcie na boki, czym niestety totalnie ogranicza moją osobistą przestrzeń! Ha... i nic sobie z tego nie robi! W ogóle dziwne, że obojętnie czy siedzę z samego przodu na tych podwójnych siedzeniach, czy dalej... zawsze mnie upatrzy! Tak samo płacę za bilet więc mam prawo wygodnie siedzieć i w komfortowych warunkach dojechać do domu, a nie żebym musiała znosić TAKIE COŚ. Rozumiem, są ludzie otyli, bo np. biorą sterydy i współczuje im bardzo, ale nie znaczy, że 'zdrowi' tak jak ja, muszą tolerować efekty ich tuszy!
Chyba jedynym wyjściem będzie zmiana przewoźnika i w związku z tym dłuższy pobyt w Krakowie, bo uhh....



środa, 9 maja 2012

Się dzieje.

Helloooł!
Znów big przerwa, ale jakoś tak.. tak jakoś mam urwanie głowy.
Egzaminy się rozkręcają, za miesiąc z hakiem wesele A&D, a tu jeszcze trzeba po sukienkę jechać, zmierzyć, dopasować i tak w ogóle WYBRAĆ.
Aha i do tego wszystkiego Amel jest chory. Katar, przeziębienie, czy może alergia? Rozkminy nad tym są w toku. Byliśmy co prawda u lekarza, ale nie powiedział nic odkrywczego. Przepisał standardowe syropki i krople, które małoletnia już posiada, także recepta siedzi. Pytanie tylko, co to tak naprawdę jest? Powiedzmy, że całą zimę praktycznie nie chorowała, a tu wiosna, słońce, 30 stopni a Amuś kicha, prycha i kaszle. Mam czuja, że to jednak może być alergia!
Tak ab ovo do drugiej urywipołciowej sprawy, to A&D zaszczycili nas swoim przybyciem w dniu wczorajszym o zacnej godzinie 21 (co x czasu temu nie byłoby czymś nadzwyczajnym, ale odkąd jest Amelia, to padamy jak muchy wtedy kiedy kury chodzą spać). Oczywiście, jako że Amel śpi w salonie (tak tak, bo blisko do kuchni, a jeszcze wciąga flachę w nocy), nie dało się ich "normalnie" przyjąć, także zrobiliśmy napad na dom babci, gdzie od pewnego czasu przyjmujemy niespodziewanych wieczornych gości. Ach, przynajmniej coś się działo ;-) Tak dawno się nie widzieliśmy (ostatnie 2 lata byli w Anglii), że było tyyyyle do opowiadania... aż strach. Ostatecznie co zapamiętałam z tego natłoku informacji i wrażeń to ilość alkoholu, przepis na cytrynówkę i zakup 70 kg cytryn i tyleż cukru, by pojechać po kosztach... nice! ;-) już wiem, że będzie dobre :D

*

Jutro Kraków, Juwenalia i łoooogień! A w niedziele egzamin. Będzie git. Musi ;-)

Ps. do poprzedniego postu:
Dziewczyny dzięki za rady :) W sumie teraz troszkę żałuję (ale tylko troszkę, bo wspomnienia z UP nie należą do najmilszych), że zrezygnowałam, bo mogłabym chociaż ten staż mieć... ale cóż, będę kombinować dalej.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Hard Polish Working.. yep.

Dobry!

Melduję, że jestem zasypana notatkami - niezawodny znak, że zbliża się egzamin. Tja.
W laptopowych głośnikach huczy pewne znane radio, zielona herbata od pół godziny stoi nietknięta, a Wujek Google rozgrzany do czerwoności szuka... czego? PRACY.
Pomyślałam: "a co mi tam! może jednak się dogadam z Mr. Rodzicielem i zgodzi się być super nianią dla swej 'prywatnej' wnuczki, a ja ruszę zacne 4 litery do roboty". Studia to tak przy okazji... przecież mam je 2 razy w miesiącu = suma 4 dni, + sesja... DAM RADE PRZECIEŻ, nie? No dobra, ale co się okazuje? Że polskie realia naprawdę są w wersji super hard! Barmanka, kelnerka, sprzedawczyni w sklepie z ciuchami... wszystko z doświadczeniem, praktyką, wykształceniem w tym kierunku... Ja się pytam: skąd się bierze to doświadczenie po ogólniaku? skoro wszędzie szukają osób JUŻ doświadczonych? Wydaje mi się, że każdy kiedyś zaczynał... też bym chciała, ale no właśnie... JAK "BEZ DOŚWIADCZENIA?" Paradoks. Rozumiem - zawodówki, technika, ale przecież po ogólniaku (a przed studiami) też ludzie JAKOŚ pracują, prawda? 
W tej beznadziejnej sytuacji rzuciłam się w wir internetu i tak oto dopadłam ponownie Wujka Google, który zarzucił mi tematem pt. KURSY. Myślę nad dwoma wytrwale... każdy po +500 zł.. spoko, tylko skąd to wziąć, jak tu na samą szkołe tyle mies. idzie?
Kminię i kminię... a nóż telefon zadzwoni....? I wish!!!!!