Cześć kochane :*
Wieki nie pisałam, przyznaję.
Nie mam czasu kompletnie.
Właśnie jestem w Krakowie, jutro mam egz. z anatomii, czyli sesja na całego...ale jest ok! nie narzekam, że zimno i że muszę pruć zamarznietymi ulicami na uczelnie, a moglabym grzac tylek w domu... Nie, właśnie to jest piękne! Teraz bardziej doceniam możliwość studiowania, niż kiedykolwiek wcześniej. Robię to nie tylko dla siebie, bo także i dla Amelki, Łukasza... dla nas, żeby było nam lepiej.
Tak btw. to Łukasz od miesiąca jest w Hiszpanii. Dziwnie się czuję. Nie ma go na codzień, rzadko dzwoni, a Amelka woła tatatata... przykre? Bardzo. Tak nie powinno być, a wręcz nie może... mam nadzieję, że dzięki mojej upartości to się zmieni, bo jak pójdę do pracy za prawdziwe pieniądze, to Łukasz nie będzie musiał tyrać za dwóch... oby!
Po za tym tak W OGÓLE mi go brakuje... i nie będę się rozpisywać, bo na pewno wiecie jak to jest kiedy ktoś kogo kochacie jest tak daleko, że nie ma opcji żeby się przytulić, normalnie pogadać itd... :(
Amelka rośnie jak na drożdżach. Ma już prawie 10 mies. 78 cm wzrosu i 8 kg wagi.. wiem, że mało waży ale lekarz stwierdził że po prostu ma taką przemianę materii i nic się jej nie zrobi... na nic wpychanie i wmuszanie bo będzie jeszcze gorzej. AAa!! i ma 3 zęby! Moja malizna kochana :* Wiecie, choć nie raz swoimi fochami (tak tak, bo już pokazuje różki) potrafi mnie zdenerwować to jednak nie umiem jej odmawiać... kocham ją strasznie!
I słuchajcie... teza, że kobiety posiadające dzieci są bardziej wrażliwe na ich nieszczęścia jest PRAWDĄ! widziałam dziś zdjęcia dziecka (6m) z rakiem skóry... pobeczałam się tak, że do tej pory nie jestem w stanie wziąć się za anatomię bo przecież nota bene kojarzy mi się z tym. Życie jest niesprawiedliwe, dzieci nie powinny tak cierpieć!!! Przecież nie są niczemu winne... to takie przykre, gdy nie mają szans na zdrowy, normalny rozwój... Dlaczego tak jest...?!
sobota, 28 stycznia 2012
wtorek, 22 listopada 2011
Doba powinna mieć 48 godzin...
... bo zdecydowanie jest za krótka. Nie mam czasu na nic. A jak mam to najzwyczajniej w świecie odpoczywam. W niedziele miałam egzamin z ziołolecznictwa, na nast. zjeździe z angielskiego i histologii, a do tego 2 kursy więc nie będzie mnie w domu od 1 do 8 grudnia. Dodatkowo zaczęłam praktyki w salonie kosmetycznym, więc teraz bardziej muszę kombinować. Oczywiście, ciągłe bycie na łasce, doprowadza mnie nie raz do furii, bo dopiero co było wyganianie mnie do pracy, a teraz jak jeżdżę na praktyki to źle, bo nie ma kto zostać z Amelką... i znoszę to i wybucham jak petarda, bo nienawidzę takiego niezdecydowania! Człowiek chce coś w końcu ruszyć, jakoś wystartować, poukładać to wszystko to ZAWSZE ŹLE I NIE TAK. No to co, mam siedzieć i gnić w domu, tudzież chodzić po 68 zł zasiłku na dziecko? Qrwa, śmieszne. Zasiłku z bezrobocia nie dostanę jako iż nigdy nie pracowałam, bo kiedy? LO skończyłam 1,5 roku temu, Amelia ma prawie 8 miesięcy. To jest zajebiste poświęcenie, bo najnormalniej w świecie tęsknie za dzieckiem, a jak wracam to padam na twarz, ale ile mam siły to ją noszę, przytulam ect. chociaż jest coraz trudniej bo swoje waży, a z rączek nadal nie chce zrezygnować... No i niech ktoś powie, że życie młodej matki to sielanka. Ktoś mi powie, że dużo studentek ma dzieci i żyją... pewnie! Bo ma im się kto zająć i być może robi to bez żadnego ALE! Moja mama ma obecnie urlop dlatego ostatnio mogłam pospać UWAGA do 7 rano i jakoś luźniej rozłożyć sobie swoje zajęcia, naukę, praktyki ect., ale za tydzień wraca do pracy, a ja znów zostaje w dupie. Na mamę Łukasza nie mam co liczyć, babcia pomoże tyle co uśpi, bo już swoje lata ma więc same rozumiecie, no a mój tata? Twierdzi, że dał by radę, ale pewnie się jeszcze nasłucham... Pewnie, że jestem wdzięczna za pomoc, ale dlaczego to wszystko zawsze musi odbywać się z takimi wyrzutami i wątami do mnie?! Czy to źle, że walczę o to, by kiedyś kupić cokolwiek Amelce, za WŁASNE pieniądze? ..................... :(
poniedziałek, 31 października 2011
Fotki
Amelka i jej niedorobiony tort :P dlatego niedorobiony, bo robiony tego samego dnia, na szybko. Po za tym... no kto robi wielką pompę na pół roczku? ;> Tak wyszło, bo chrzestna zapowiedziała się rano, że przyjedzie ;).
Jest i z chrzestną! :)
Reszta soon :)
środa, 26 października 2011
Żyję :)
No tak.. na początek należą się ogromne przeprosiny, bo szalenie dawno mnie nie było, a widzę, że mimo wszystko zaglądałyście tutaj :) Fotki z pół roczku Amelki się naprodukowały, więc będą niebawem :) Ta notka będzie o czym innym.
Faktycznie, teraz mam dużo wszystkiego na głowie. Na uczelni chaos, full nauki i jeszcze masę rzeczy muszę nadrabiać w domu, bo mam po prostu braki. Całą chemię przerabiam od początku, bo na wykładach to była dla mnie czarna magia i powiem szczerze, że aż mnie to zaszokowało, bo generalnie z chemii miałam 4 na koniec LO. Przerwa robi swoje. Jakkolwiek, dalej twierdzę, że tego mi było trzeba, bo odżyłam strasznie :) Mimo nawału obowiązków... jest dobrze! :)
Ostatnio mój tata znów wspomina o tym, bym zaczęła szukać pracy, bo jak twierdzi "siedzisz bezproduktywnie w domu". Haha, ok, ale co z Amy? Stwierdził, że UWAGA... on się nią będzie zajmował! Wiecie, wszystko pięknie fajnie, ale JUŻ TO WIDZĘ. Ile razy go proszę, żeby wziął ją na jakiś dłuższy czas, bo chce się pouczyć to zawsze a) musi zejść, b) musi gdzieś jechać, c) ma robotę itd... no i ciekawe, że siedziałby z nią te 8 godz. jakby mnie nie było!! Pewnie, że chciałabym iść do pracy, bo wkurza mnie to, że nie mam swoich pieniędzy i każdy grosz muszę liczyć, ale jestem pewna, że mój tata nie poradzi sobie z Amelką. To nie jest tylko siedzenie i huśanie śpiącego dziecka, bo akurat Amelia jest okropnie wymagająca i absorbująca, także ja po całym dniu jestem tak umęczona jak nie wiem, a do tego jeszcze szukam czasu na naukę. Możliwe, że zrobię tak jak on chce i jeśli znajdę pracę ( o ile, bo na mój 'brak jakiejkolwiek praktyki ') to się przekonamy, ale czuję, że raczej szybko będę musiała wracać do dziecka.
ZOBACZY SIĘ.
Ps. Malwinko wyślij mi jeszcze raz zaproszenie na maila: lasiczka014@op.pl :)
Pozdrawiam wszystkie stałe i te nowe czytelniczki :)
Faktycznie, teraz mam dużo wszystkiego na głowie. Na uczelni chaos, full nauki i jeszcze masę rzeczy muszę nadrabiać w domu, bo mam po prostu braki. Całą chemię przerabiam od początku, bo na wykładach to była dla mnie czarna magia i powiem szczerze, że aż mnie to zaszokowało, bo generalnie z chemii miałam 4 na koniec LO. Przerwa robi swoje. Jakkolwiek, dalej twierdzę, że tego mi było trzeba, bo odżyłam strasznie :) Mimo nawału obowiązków... jest dobrze! :)
Ostatnio mój tata znów wspomina o tym, bym zaczęła szukać pracy, bo jak twierdzi "siedzisz bezproduktywnie w domu". Haha, ok, ale co z Amy? Stwierdził, że UWAGA... on się nią będzie zajmował! Wiecie, wszystko pięknie fajnie, ale JUŻ TO WIDZĘ. Ile razy go proszę, żeby wziął ją na jakiś dłuższy czas, bo chce się pouczyć to zawsze a) musi zejść, b) musi gdzieś jechać, c) ma robotę itd... no i ciekawe, że siedziałby z nią te 8 godz. jakby mnie nie było!! Pewnie, że chciałabym iść do pracy, bo wkurza mnie to, że nie mam swoich pieniędzy i każdy grosz muszę liczyć, ale jestem pewna, że mój tata nie poradzi sobie z Amelką. To nie jest tylko siedzenie i huśanie śpiącego dziecka, bo akurat Amelia jest okropnie wymagająca i absorbująca, także ja po całym dniu jestem tak umęczona jak nie wiem, a do tego jeszcze szukam czasu na naukę. Możliwe, że zrobię tak jak on chce i jeśli znajdę pracę ( o ile, bo na mój 'brak jakiejkolwiek praktyki ') to się przekonamy, ale czuję, że raczej szybko będę musiała wracać do dziecka.
ZOBACZY SIĘ.
Ps. Malwinko wyślij mi jeszcze raz zaproszenie na maila: lasiczka014@op.pl :)
Pozdrawiam wszystkie stałe i te nowe czytelniczki :)
czwartek, 29 września 2011
Wrażenia po inauguracji i pierwszym zjeździe
Do Krk pojechałam w piątek popołudniu. Amelka odprowadziła mnie na przystanek razem z moją mamą :).
Ani się nie obejrzałam, kiedy te 2 dni minęły.. w sumie 2 i pół ;)
Dużo by pisać, co się tam działo, ale skupię się na ogólnych rzeczach.
Słuchajcie... Inauguracja była dla mnie nieziemskim przeżyciem. Jak tylko zasiadłam tam razem z nowo poznanymi koleżankami, poczułam, że to jest moje miejsce i mój czas! To jest to co chcę w życiu robić, to co chcę osiągnąć i do czego dążę. Tak mi serotonina podskoczyła, że normalnie nie mogłam usiedzieć :P Kiedy już dostałam index w swoje ręce.. och, no powiem Wam, że wtedy wystąpił u mnie banan na buzinie, bo już wiedziałam i WIDZIAŁAM, że jestem studentką... tak S T U D E N T K Ą i że w końcu coś robię w tym celu. O ile takie coś lepiej smakuje, jeśli musiało się na to czekać...
Już wiem, że nie będzie łatwo. Po pierwszych wykładach wiem to na 101%, ale grunt, że walczę... walczę o przyszłość! I co do komentarza Agnieszki... te studia dadzą, oj dadzą! Nie tylko konkretne wykształcenie, ale też to, że ja się spełnię i że będę miała większe możliwości na rynku pracy i nikt mi nie zarzuci... 'aaach Pani ma tylko średnie i to po ogólniaku.... to jest za mało'. Tak, bo to faktycznie jest za mało. Nawet do sklepu trzeba być chociaż po kursach. Ogólniak jest dla ludzi, którzy zamierzają iść na studia, bo przecież po SAMYM liceum NIC NIE MA. Nie oszukujmy się.
Jestem na studiach, jestem studentką, studiuję to co mi się podoba, więc jedno z moich marzeń się spełnia! A że egzaminy, kolokwia... normalna sprawa! Za to satysfakcja... NIEZIEMSKA!
Jutro Amy kończy 6 miesięcy, więc będzie impreza :) Tata Łukasz zobowiązał się kupić pół tortu i pół świeczki ;) niee noo cały będzie :) Wrażenia i focisze - w najbliższej notce :)
Pozdrawiam!
czwartek, 22 września 2011
Nowy etap
Już jutro jadę do Krakowa.
Muszę obczaić drogę na uczelnie, co gdzie jak mam dojechać/przejść od mieszkania i w ogóle... takie sprawy organizacyjne. W sobotę zaczynam o 8.00, o 15.00 inauguracja dla wszystkich studentów (w sensie dziennych i zaocznych). Dziwnie troche, że my już zajęcia mamy przed rozpoczęciem, no ale... grunt, że się zacznie!
Amelia chyba coś przeczuwa, bo nikt ostatnio nie może dać jej rady. Nie poleży sama, nie pobawi się sama... najlepiej tylko nosić i nosić. Aaaa mam nadzieję, że jej to przejdzie, bo jak wrócę to kiedy bd miała czas na ogarnięcie wszystkiego? Po tym jakie widziałam przedmioty w harmonogramie już wiem, że trzeba będzie ostro zakuwać... na dzień dobry ANATOMIA, BIOLOGIA + GENETYKA... kto miał z tym bliższą styczność to wie, czym to pachnie. Ja w LO byłam na humanie, więc biolce miałam tylko 2 lata i to podstawową, a i tak nauki było w p... i jeszcze troche, a tu? o.O no nie będzie łatwo.
Ale tak chciałam i tak będzie! Tak bardzo pragnęłam iść na studia i w końcu to osiągnę!!!
Po prostu lubię wyzwania.
A to wyzwanie jest w dużej mierze dla moich ambicji, ale przede wszystkim dlatego, żeby Amelia miała dobrobyt. W mojej rodzinie wszystkie kobiety pracują i ja zostałam w takim przekonaniu wychowana, że kobieta nie jest od tego by siedzieć w domu. Owszem dzieci... ale moja babcia miała 4, ciotki od 1-3, moja mama 2 dzieci i wszystkie PRACOWAŁY i PRACUJĄ NADAL (no oprócz babci, bo ma już 81 na karku).
Nie zamierzam siedzieć w domu. Koniec i kropka.
No, ulżyło mi.
Muszę obczaić drogę na uczelnie, co gdzie jak mam dojechać/przejść od mieszkania i w ogóle... takie sprawy organizacyjne. W sobotę zaczynam o 8.00, o 15.00 inauguracja dla wszystkich studentów (w sensie dziennych i zaocznych). Dziwnie troche, że my już zajęcia mamy przed rozpoczęciem, no ale... grunt, że się zacznie!
Amelia chyba coś przeczuwa, bo nikt ostatnio nie może dać jej rady. Nie poleży sama, nie pobawi się sama... najlepiej tylko nosić i nosić. Aaaa mam nadzieję, że jej to przejdzie, bo jak wrócę to kiedy bd miała czas na ogarnięcie wszystkiego? Po tym jakie widziałam przedmioty w harmonogramie już wiem, że trzeba będzie ostro zakuwać... na dzień dobry ANATOMIA, BIOLOGIA + GENETYKA... kto miał z tym bliższą styczność to wie, czym to pachnie. Ja w LO byłam na humanie, więc biolce miałam tylko 2 lata i to podstawową, a i tak nauki było w p... i jeszcze troche, a tu? o.O no nie będzie łatwo.
Ale tak chciałam i tak będzie! Tak bardzo pragnęłam iść na studia i w końcu to osiągnę!!!
Po prostu lubię wyzwania.
A to wyzwanie jest w dużej mierze dla moich ambicji, ale przede wszystkim dlatego, żeby Amelia miała dobrobyt. W mojej rodzinie wszystkie kobiety pracują i ja zostałam w takim przekonaniu wychowana, że kobieta nie jest od tego by siedzieć w domu. Owszem dzieci... ale moja babcia miała 4, ciotki od 1-3, moja mama 2 dzieci i wszystkie PRACOWAŁY i PRACUJĄ NADAL (no oprócz babci, bo ma już 81 na karku).
Nie zamierzam siedzieć w domu. Koniec i kropka.
No, ulżyło mi.
czwartek, 15 września 2011
Melancholie jesienne
Rekordowo długo nie było mnie tutaj.
Czas leci jak opętany.
Ani się nie obejrzałam, a Amelka właśnie skończyła 5,5 miesiąca, jak się ją posadzi to siedzi, coraz więcej piszczy i gaworzy, więc może na dniach coś konkretnego mi powie? ;)
9 dni zostało mi do rozpoczęcia roku akademickiego.
Klucze do mieszkania są już dorobione, w przyszłym tyg. będę je miała na własność.
Za tydzień w piątek wyjeżdżam, więc cały weekend Amelka będzie z moimi rodzicami i Łukaszem.
Jakoś się nie boje, ani nie stresuje, że się ZACZNIE... cieszę się.
Pierwszy raz w życiu cieszę się, że idę do szkoły, dacie wiarę?
Potrzebuję tego... potrzebuje ludzi i tego, żeby się coś działo.
Potrzebuję oddechu od tego życia. Sądzę, że to będą takie chwile, kiedy znów na jakiś czas (choć bardzo krótki) poczuję się tak, jak czułam przeszło rok temu. Brakuje mi tego strasznie...
Ostatnio oglądałam nowe odcinki licealnych ciąż.
Dziewczyny niewiele młodsze ode mnie... widziałam, jakie są potwornie umęczone i jakie mają problemy.
Praktycznie każda z nich wspominała o tym, że przykro im, że przyjaciele się odwrócili, że nie mają swojego życia, swobody... no tak faktycznie jest. Jedna z nich powiedziała jedno zdanie, które szczególnie utkwiło mi w pamięci, bo.. bo ja chyba tak samo czuję. "Nie żałuję, że mam córeczkę, bo kocham ją najmocniej na świecie, ale żałuję że zaszłam w ciążę w tym wieku".
Ludzie, którzy nie mają dzieci w naszym wieku, nie zdają sobie sprawy z tego, że trzeba poświęcić wszystko... WSZYSTKO.
Kocham Amelkę i nie rozpaczam jak wtedy, kiedy byłam w ciąży... Nie wyobrażam sobie życia bez niej TERAZ, ale jednocześnie jest we mnie żal za straconym dawnym życiem, kiedy tyle przede mną było...
Idę na studia, ale nie tak jak chciałam. Mam nadzieję, że je skończę mimo wszystko.
Łukasza znów ze mną nie będzie... znów wyjedzie, a później? Już kombinuje, żeby robić w Niemczech... ale praktycznie na stałe... też nie tak miało być!
Rozrywki, imprezy, wyjścia? Temat zamknięty. Wszystko z łaski i na śmiesznie krótko... nawet w zasadzie się nie opłaca. Wakacje? Tu już w ogóle nie ma o czym mówić.
Amelka? Amelka jest kochana i cieszę się, że jest zdrowa i wszystko z nią ok... przynajmniej tyle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



