Hello :*
Dziewuszki moje drogie, dziś notka prosto z nieco deszczowego Krakowa! ;)
Mimo tego, że pogoda tak zacnie się spieprzyła to i tak to miasto jest MAGICZNE, zwłaszcza wieczorem... ach God, kocham klimat tutejszego Rynku Głównego i koncertujących tam młodych ludzi! Amazing :)
Tak w ogóle to ledwo siedzę, bo wysiedziałam się dziś na uczelni prawie 12 godz. więc uhuhhh... ale dałam radę, nie zwiałam! Sukces ;) Jutro mam mega długie okienka i na koniec biolce na której MUSZĘ BYĆ, więc niedziela mi zejdzie tak... nijak :/ ale co zrobić... grunt, że studiuję - bo przecież o to chodziło :).
Jeszcze apropo studiów, studentów i magii Krakowa... 11-12 maja są JUWENALIA!!! :D
Dzień Pierwszy
KRAKÓW 11, MAJA
Pas Startowy Muzeum Lotnictwa Polskiego
(wejście od ul. Bora Komorowskiego)
Otwarcie bram 15:30, start 16:00.
230 volt
Frontside
Lipali
Maciej Maleńczuk & Psychodancing
Dżem
KSU
Bilety: w przedsprzedaży 25zł (do 1 kwietnia - 20zł), w dniu koncertu 30zł.
Dzień Drugi
KRAKÓW 12, MAJA
Pas Startowy Muzeum Lotnictwa Polskiego
(wejście od ul. Bora Komorowskiego)
Otwarcie bram 15:30, start 16:00.
Grubson
Jelonek
Hey
Illusion
APOCALYPTICA
Koncerty tych zespołów/wykonawców zaznaczonych przeze mnie na czerwono są dla mnie obiektem niewątpliwego pożądania, także MUSZĘ TAM BYĆ!! :D (a że akurat mam zjazd na 12-13 maja......;))
A tymczasem... chyba najwyższa pora na spanie? Na zegarze 23:38, choć ten postowy jakoś inaczej 'działa'. Jeszcze łyk czerwonego winka domowej roboty i... słodkich snów... ;-)
sobota, 14 kwietnia 2012
czwartek, 12 kwietnia 2012
"Bo to zła kobieta była!"
Dzisiaj poczęstuje Was postem z serii "Tęgie rozkimny A."
Smacznie nie będzie. O nie.
Natomiast (powiedzmy) ze smakiem, bo bez większych kolokwializmów napiszę o problemie, który wyprowadza z równowagi bardziej niż nagłe wtargnięcie na Ciebie rozochoconego, ubłoconego po sam nos psa rasy Bernardyn o wadze ultra ciężkiej.
Zresztą sama wagę SYTUACJI również do ciężkich włożyć.
Mianowicie chodzi o wYtykanie błędów, wtykanie nosa i przeświadczenie tak święte, jak dewocjonalizm 'zdrowaśkowych' babiszonów, które jedyną misją w kościele jest zbieranie najnowszych ploteczek z serii: kto wpadł/ z kim/ kiedy, kto ma jakie długi, czyje dziecko narozrabiało w przedszkolu, kto toczył się pijany po drodze, aż po to... komu krowa z pastwiska uciekła! A do tego oczywiście odpowiedni KOMENTARZ.
Zastanawiam się jak można oceniać kogoś, jak nie ma się zielonego, różowego, czy jakiegokolwiek POJĘCIA o tym co dana osoba tak naprawdę robi?! I jeszcze upieranie się, że TAK JEST, bo PODOBNO... Matko.
Wiecie? Ręce opadają. Chwała Panu, że moje pokolenie ma szersze perspektywy na TRZEŹWĄ OCENĘ, a jeśli jest jeszcze w miarę odpowiedni czas, to resocjalizację pod tym względem, bo jakby kolejne pokolenie czegoś takiego słuchało, to chyba by całkiem zwątpiło w życie.
Pilnuje własnego nosa, robię swoje, chcę oceniać jakąś sytuację TO DLA SIEBIE i przede wszystkim ZNAJĄC JĄ, WIDZĄC, NAWET UCZESTNICZĄC , a nie wolna amerykanka i jazda!
Zła jestem, jestem złA i pójdę za to do piekła! Pff.
Trzymaj się z dala od ludzi, którzy próbują pomniejszyć Twoje ambicje. Mali ludzie zawsze tak robią, a naprawdę wielcy sprawiają, że czujesz, że i Ty możesz być wielki. - Mark Twain
wtorek, 10 kwietnia 2012
Rok z głowy!
Helloooł :)
Mam nadzieję, że już doszłyście do siebie po świętach, bo teraz karuzela znów zaczyna się kręcić... ale to nawet lepiej, bo ileż można? :) Wczoraj pod nożyczki poszły moje włosy... TAKIE WŁOSY:
15 cm poszło jak nic! Około roku tyle mi rosły. I tak się zastanawiam... dlaczego kobiety pod wpływem silnych emocji są zdolne do tak drastycznych decyzji jak np. CIACHNIĘCIE OD TAK, długo zapuszczanych włosów? Bo nie powiem, że nic się nie działo... Teraz jest ok, ale włosów już nie dokleję :(. W ogóle zauważyłam, że odkąd urodziłam Amelkę, przed każdymi DŁUGO WYCZEKIWANYMI DNIAMI W MIESIĄCU, jestem tak rozchwiana, że wszystkim można wyprowadzić mnie z równowagi, a że nigdy nie należałam do osób mało wylewnych, cichych czy zahukanych to...się dzieje!
I zrozum tu człowieku KOBIETĘ...
niedziela, 8 kwietnia 2012
Dryfujący pochłaniacz...
No to mamy Lany!
W sumie ja już wczoraj zaczęłam polewać, bo byłam z Łukaszem u teściowej, więc pasowało jakieś winko obalić ;) Co lepsze - Łukasz był driverem, więc nic nie pił, a skutek jest taki, że do tej pory tnie komara, a ja od 6-tej na nogach... tyle, że to już zasługa samej Amelki.
Wczoraj zaproponowano nam, abyśmy zostali... drużbami! To, że idziemy na wesele w czerwcu, było jasne jak słońce i wiedzieliśmy to praktycznie od samych zaręczyn młodych, ale że w takiej roli? No spoooko :) Tylko teraz tak... bo tytuł posta właśnie do tego nawiązuje. O co cho z tym pochłaniaczem? Otóż o to, że ostatnimi czasy mam niepohamowany apetyt i wsysam wszystko co znajduję w zasięgu mojej ręki, czego skutkiem jest skok wagi :/ nie palę, więc stres po prostu ZAJADAM. Ale! Jako, że zostałam druhną, to jakoś trzeba wyglądać! Mam całe dwa miesiące na to aby się doprowadzić do stanu bezwałkowego i mniejszopupnego. Wymiary na dziś:
ramię: 24 cm
talia: 67 cm
brzuch: 80 cm (masakra)
biodra: 92 cm
udo: 52,5 cm
kolano: 35 cm
łydka: 36 cm
i waga... 54,5 kg!
a wszystko to, przy wzroście 163 cm, więc szału nie ma :/.
W zeszłoroczne wakacje (Amusia miała wtedy 3-4 miesiące) ważyłam 51,8 kg i to była idealna waga dla mnie! A teraz? niby 3 kg więcej ale czuje się jak słoń, a do starych jeansów nie wchodzę. Porażka normalnie.
Dlatego pora zamknąć lodówkę na klucz i do czerwca będę fit i git :D
piątek, 6 kwietnia 2012
Wesołych :)
Hello Ladies :)
Chciałyśmy z Malizną życzyć Wam: wszystkiego co najlepsze i potrzebne, a w tym: zdrowia, pomyślności, przypływu czego trzeba, pyszności na jutrzejszym śniadaniu, oraz hektolitrów wody w poniedziałek, bo podobno 'kąpiele' uspokajają i relaksują ;) ach! I permanentnie wypocznijcie, bo kolejne święta dopiero w grudniu! ;)
Jeśli się nie ustosunkujecie do tego: to Wielka Łapa was dosięgnie :D
czwartek, 5 kwietnia 2012
Po długiej przerwie... new begining!
I znów się tu zjawiam, a właściwie zjawiaMY, bo razem z Jamalkiem :)
U nas jak zwykle - duuuużo się działo, dzieje i dziać się będzie, bo każdy nowy dzień przynosi masę niespodzianek.
Amelia 5 dni temu skończyła rok. Ja zdążyłam zaliczyć dylemat matczyno-moralny, bo musiałam wybrać - cały dzień w Krakowie na uczelni i zaliczenie kolokwium z anatomii vs. cały dzień z maleństwem w dniu, który tak emocjonalnie przeżywałam roku ubiegłego. Wygrał Kraków niestety. Gdyby to kolokwium było w jakichś godzinach porannych, a nie o 19, to jeszcze, ale niestety... siła wyższa. Jakkolwiek, postarałam się wrócić do domu tak, by jeszcze tego dnia mocno uściskać i wycałować Amelkę, co zresztą mi się udało, bo rozrabiała aż do 22! Czekała na mnie ;)
Teraz jesteśmy przed szczepieniami, weselem wujka Łukasza i moimi kolejnymi egzaminami przed sesyjnymi (coby oszczędzić masy egzaminów na 1 termin), ale o tym i o wielu innych rzeczach, będę pisać w kolejnych notkach :) Póki co, ze specjalną dedykacją dla Was - roczna Amusia :)
Ps. Taka mała ciekawostka... Amelka ma na sobie MOJĄ sukienkę, którą miałam na sobie w dniu moich 1 urodzin :) Kołnierzyk i kwiatuszki są tylko nowe, bo tamte zdążyły pożółknąć :) oczywiście jest dłuższa niż na zdjęci, ale Amel po prostu tak się "ustawił" :)
sobota, 28 stycznia 2012
Krakowska notka
Cześć kochane :*
Wieki nie pisałam, przyznaję.
Nie mam czasu kompletnie.
Właśnie jestem w Krakowie, jutro mam egz. z anatomii, czyli sesja na całego...ale jest ok! nie narzekam, że zimno i że muszę pruć zamarznietymi ulicami na uczelnie, a moglabym grzac tylek w domu... Nie, właśnie to jest piękne! Teraz bardziej doceniam możliwość studiowania, niż kiedykolwiek wcześniej. Robię to nie tylko dla siebie, bo także i dla Amelki, Łukasza... dla nas, żeby było nam lepiej.
Tak btw. to Łukasz od miesiąca jest w Hiszpanii. Dziwnie się czuję. Nie ma go na codzień, rzadko dzwoni, a Amelka woła tatatata... przykre? Bardzo. Tak nie powinno być, a wręcz nie może... mam nadzieję, że dzięki mojej upartości to się zmieni, bo jak pójdę do pracy za prawdziwe pieniądze, to Łukasz nie będzie musiał tyrać za dwóch... oby!
Po za tym tak W OGÓLE mi go brakuje... i nie będę się rozpisywać, bo na pewno wiecie jak to jest kiedy ktoś kogo kochacie jest tak daleko, że nie ma opcji żeby się przytulić, normalnie pogadać itd... :(
Amelka rośnie jak na drożdżach. Ma już prawie 10 mies. 78 cm wzrosu i 8 kg wagi.. wiem, że mało waży ale lekarz stwierdził że po prostu ma taką przemianę materii i nic się jej nie zrobi... na nic wpychanie i wmuszanie bo będzie jeszcze gorzej. AAa!! i ma 3 zęby! Moja malizna kochana :* Wiecie, choć nie raz swoimi fochami (tak tak, bo już pokazuje różki) potrafi mnie zdenerwować to jednak nie umiem jej odmawiać... kocham ją strasznie!
I słuchajcie... teza, że kobiety posiadające dzieci są bardziej wrażliwe na ich nieszczęścia jest PRAWDĄ! widziałam dziś zdjęcia dziecka (6m) z rakiem skóry... pobeczałam się tak, że do tej pory nie jestem w stanie wziąć się za anatomię bo przecież nota bene kojarzy mi się z tym. Życie jest niesprawiedliwe, dzieci nie powinny tak cierpieć!!! Przecież nie są niczemu winne... to takie przykre, gdy nie mają szans na zdrowy, normalny rozwój... Dlaczego tak jest...?!
Wieki nie pisałam, przyznaję.
Nie mam czasu kompletnie.
Właśnie jestem w Krakowie, jutro mam egz. z anatomii, czyli sesja na całego...ale jest ok! nie narzekam, że zimno i że muszę pruć zamarznietymi ulicami na uczelnie, a moglabym grzac tylek w domu... Nie, właśnie to jest piękne! Teraz bardziej doceniam możliwość studiowania, niż kiedykolwiek wcześniej. Robię to nie tylko dla siebie, bo także i dla Amelki, Łukasza... dla nas, żeby było nam lepiej.
Tak btw. to Łukasz od miesiąca jest w Hiszpanii. Dziwnie się czuję. Nie ma go na codzień, rzadko dzwoni, a Amelka woła tatatata... przykre? Bardzo. Tak nie powinno być, a wręcz nie może... mam nadzieję, że dzięki mojej upartości to się zmieni, bo jak pójdę do pracy za prawdziwe pieniądze, to Łukasz nie będzie musiał tyrać za dwóch... oby!
Po za tym tak W OGÓLE mi go brakuje... i nie będę się rozpisywać, bo na pewno wiecie jak to jest kiedy ktoś kogo kochacie jest tak daleko, że nie ma opcji żeby się przytulić, normalnie pogadać itd... :(
Amelka rośnie jak na drożdżach. Ma już prawie 10 mies. 78 cm wzrosu i 8 kg wagi.. wiem, że mało waży ale lekarz stwierdził że po prostu ma taką przemianę materii i nic się jej nie zrobi... na nic wpychanie i wmuszanie bo będzie jeszcze gorzej. AAa!! i ma 3 zęby! Moja malizna kochana :* Wiecie, choć nie raz swoimi fochami (tak tak, bo już pokazuje różki) potrafi mnie zdenerwować to jednak nie umiem jej odmawiać... kocham ją strasznie!
I słuchajcie... teza, że kobiety posiadające dzieci są bardziej wrażliwe na ich nieszczęścia jest PRAWDĄ! widziałam dziś zdjęcia dziecka (6m) z rakiem skóry... pobeczałam się tak, że do tej pory nie jestem w stanie wziąć się za anatomię bo przecież nota bene kojarzy mi się z tym. Życie jest niesprawiedliwe, dzieci nie powinny tak cierpieć!!! Przecież nie są niczemu winne... to takie przykre, gdy nie mają szans na zdrowy, normalny rozwój... Dlaczego tak jest...?!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

